Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce prywatności.

Zamknij ten komunikat
Strona główna Mapa strony Polityka prywatności
assets/Uploads/photo27.jpg assets/Uploads/photo28.jpg assets/Uploads/photo29.jpg assets/Uploads/photo30.jpg assets/Uploads/photo31.jpg assets/Uploads/photo32.jpg assets/Uploads/photo33.jpg assets/Uploads/photo34.jpg assets/Uploads/photo35.jpg assets/Uploads/photo36.jpg

W maju 2011r. część naszego zespołu wspólnie wybrała się na wycieczkę do Niemiec. Pomysł wziął się z tego, iż Michał – szef, jako fascynat różnorakich form architektury, chciał zobaczyć styl bauhausu, który niejako jest odłamem, a może nawet kolebką modernizmu. Żeby było raźniej i weselej, zabrał ze sobą Magdę, kobietę 2 w 1, znaczy się w ciąży z Olgą, Asię i Adama.

Zwiedzanie rozpoczęło się od Dessau, gdzie mieści się szereg budynków uczelni artystycznej – miasta, do którego przeniesiono szkołę Bauhausu w roku 1925 z Weimaru. Obiekty te ukazują specyficzny charakter, pochodzącego od jej nazwy, kierunku architektonicznego. Po wyjściu z murów szkoły udaliśmy się do domów i zarazem pracowni mistrzów Bauhausu. Projekty tych budynków, jak i praktycznie każdy element ich wyposażenia, wymownie przedstawiają funkcjonalny i prosty styl jego twórców. Jedna rzecz zdziwiła nas w tym mieście. Mianowicie to, że oprócz kilku studentów kręcących się po uczelni, na uliczkach zaledwie sporadycznie można spotkać jakiegoś przechodnia. Odnieśliśmy wrażenie, że tutaj nie ma życia – nawet w godzinach pracy ruch na ulicach był niewielki, a sporo mieszkań wydawało się być opuszczonych. Tak chodząc wzdłuż i wszerz bardzo zgłodnieliśmy i przypadkiem, na jednej z ulic, trafiliśmy do restauracji, gdzie zamawiając obiad na tzw. „czuja”, okazało się, że był to pyszny makaron z przepysznym sosem. Każdy najadł się do syta.

Kolejnym przystankiem naszej podróży był Erfurt – stolica Turyngii. Wędrówkę w tym mieście zaczęliśmy od Katedry i kościoła św. Sewera, do którego prowadziły szerokie, duże schody. Obok znajdował się zamek, z którego widok rozciągał się na Plac Katedralny i panoramę miasta. Charakterystycznym punktem Erfurtu jest ciekawy most Kraemerbruecke, na którym wybudowano domy mieszkalne. Na koniec przeszliśmy starówkę, posiedzieliśmy koło fontanny i czas było wracać do hotelu.

W następnym dniu odwiedziliśmy Weimar – miasto uniwersyteckie, w którym znajdują się dwie uczelnie o profilu artystycznym. To tutaj Bauhaus miał swój początek. Idąc do muzeum Bauhausu, w którym oprócz wystawy obejrzeliśmy także film opisujący historię powstania tego nurtu, zatrzymaliśmy się na rynku, gdzie stał pomnik Goethego i Schillera. Oczywiście zrobiliśmy kilka fotek i ruszyliśmy dalej. Będąc w Weimarze nie mogliśmy sobie odmówić spróbowania kuchni turyńskiej. Najbardziej charakterystyczną potrawą (jeżeli tak to można nazwać) jest Thueringer Rostbratwurst – kiełbaska turyńska – cienka, długa, mocno przyprawiona i grillowana na ruszcie. Czy dobra? Zdania były podzielone. Na sam koniec zwiedzania Weimaru poszliśmy do Parku Goethego. Jest to ogromny obszar terenów zielonych z alejkami do spacerowania, mostkami przez rzekę Ilm i co najważniejsze domem, w którym mieszkał Goethe. Znaleźliśmy nawet akcent polski - pomnik Mickiewicza.

Takim małym elementem dziecięcym podczas tego wypadu był wyjazd do Saalfeld, gdzie znajduje się urokliwa jaskinia wróżek – świat fantazji. Kiedyś była to kopalnia kilku rodzajów minerałów, dzisiaj jest atrakcją turystyczną nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych. Przed wejściem trzeba było się ubrać w strój skrzata – czerwona czapeczka i zielony lub brązowy płaszczyk. Mimo, że ten strój był po to, aby nie pobrudzić swojego ubrania (różne dziwne rzeczy spływają tam po ścianach) oraz, aby nie zmarznąć, gdyż było tam zaledwie 10 stopni Celsjusza, to dorośli ludzie w takich strojach wyglądali dość komicznie. Po jaskini oprowadziła nas Pani przewodnik, która opowiedziała całą historię wraz z ubarwioną opowieścią o wróżkach. W jednej z grot odbył się krótki pokaz świetlno – dźwiękowy z „udziałem” stalaktytów i stalagmitów – akcent romantyczny. Jest to na tyle atrakcyjne, że sporo młodych par decyduje się na zdjęcia ślubne w tym miejscu. Przy samym wyjściu poczęstowano nas źródlaną wodą wydobywaną z tej kopalni – średnio smaczna.

Naszą całą podróż zamknęła wizyta w Lipsku. Mieści się tam lotnisko, które skomunikowane jest z koleją, a poza tym pas do lądowania znajduje się nad autostradą. Widok niesamowity.